|

Pokochać Zielonego
Kota...
Pokochać, nagle, nieśmiało
rozsypać marzeń kamyki
rwać wiśnie słońcem brzemienne
polecieć myślą - do nikąd.
Przejść ścieżką niewidzialną
na Wyspę Stądniewidać
z Kotem Zielonym - nago
nocą w jeziorze pływać
Zasnąć, wtulona ufnie
w sitowiem pachnące futro
nie wiedzieć, czy wczoraj jest dzisiaj
z kochania umierać jutro
Szeptać zaklęcia, błądzić...
w splatanych zaułkach ciała...
Kocie Zielony... tęsknię...
lecz gdzieś mi się miotła podziała.
Wspominam
Na krawędzi snu zatrzymana
marzę...
o pocałunku na dobranoc,
o wrzosach kwitnących,
o tej małej górskiej ścieżce,
o Twoich dłoniach.
czuje...
Twój oddech
Nieprawda.
Nie da się wypełnić pustki marzeniem...

Przebudzenie
wiosny...
Obudziła się o świcie
przeciągnęła marząco
rozplotła warkocze
i uśmiechnęła zalotnie
do przebiegającego na
palcach wiatru,
muskając go delikatnie.
Ośmielony pieszczotą,
przytulił ją mocno do siebie...
i zatonęli w pocałunku.
Słońce podniosło odrzucona
w pośpiechu błękitną sukienkę
i rozwiesiło wysoko na niebie.

Spirit stones
Znalazłam niezwykłe
kamyki...
grzechoczą w mojej dłoni.
Znajomy Indianin
opowiada mi o ich mocy...
"Egale... a symbol of peace,
messenger to the creator"
Niewprawną dłonią maluję
pierwszy kamyk...
czy będą jakieś zamówienia?

Nasz Świat
Nasz świat to była wyspa maleńka
Gdzieś na jezioro rzucona...
Z wikliny był pałac, a dach z nieba
i z mchu posłanie zielone.
Ty miałeś mnie, a ja Ciebie...
i jeszcze klejnoty z muszelek
i piasek złocisty i dęby wysokie
i byłeś mym przyjacielem...
I łódkę mieliśmy, i wiosła, i księżyc
a woda była srebrzona...
A w łódce szczęście... i radość schowane
i Twoje mocne ramiona.
O świcie na piasku wilgotnym pisałeś
"Na wieki, na zawsze i nigdy..."
wieczorem śpiewania słowika słuchałam
skrytego za pałac z wikliny.

Szczęście można
dotknąć
Dotykam szczęścia,
jest ciepłe
Świeci zielonym blaskiem,
nie znika.
Obejmuję je ramionami.
Jak dzika kaczka mnie unosi
i mkniemy nad światami
Wiruje jak zaklęty obłok,
zaśmiewa się strumieniem,
tęcza przerzuca most nad nami
promieniem słońca grzeje.
Czasami złapie mnie za rękę,
biegniemy w deszczu strugach.
Na złotym piasku przy mnie leży
i czarnym okiem mruga
I płaszczem marzeń mnie przykrywa
i w kucki przy mnie siedzi,
Gdy się obudzę
kulka szklana
na mojej dłoni leży.

Obietnica
przyjdę, kiedy tylko zawołasz
lecz nie wołaj mnie teraz kochanie
kiedy będę do drogi gotowa
wiadomość ode mnie dostaniesz.
jeszcze tylko swój plecak spakuję
parę wspomnień, kamyk... ten kwiatek...
mocne buty założę, księżyc wezmę za rękę
pójdę na spotkanie z naszym światem.
minę Bagna, Drogę Mleczną, Most Tęczowy
Wielkim Wozem przejadę się trochę
i już zaraz będzie tamto drzewo...
w szumie liści jeszcze słychać... "kocham"
znowu będę Twoją rudą rusałką
i znów spalę na węgiel makaron
a Ty powiesz :
"nie martw się, nieważne
ryb nałapię w jeziorze jutro rano"
najważniejsze, że jesteś koło mnie
że we włosach masz płomyk z ogniska
i znów z nieba ukradłaś błękitność
zamyślona, kochana... tak blisko...
będziesz moim księciem i żebrakiem
dam Ci wszystko co miałam ci dać
muszle, trawkę, obrazek, i...siebie
tak być miało i tak ma się stać...
Przyjdę kiedy tylko zawołasz
bo Ty czekasz już tam jak obiecałeś
już nie musisz się trudzić podróżą
ja mam jeszcze do przejścia kawałek...

Jestem...
Sen nadchodzi
dotyka
powieki całuje...
i ja już nie istnieję...
nad ziemia wiruję
jestem mgłą nad bagnami
niebem,
słońcem,
deszczem,
bryzą nad oceanem
światłem
i powietrzem...
jestem...
lecz tak naprawdę
to wcale mnie nie ma
myślą jestem
uśmiechem
łzą...
słowami dwiema...

Wolę...
wolę być piękna i bogata
żyć zawsze w środku lata
w zimie grać na nosie
wyżywać się na szosie
(z jakimś przystojnym brunetem)
wyciągnąć przez okno rękę
rwać pomarańcze z drzewa
jakiegoś bluesa pośpiewać
poganiać na bosaka
poszlajać się po krzakach
potańczyć gdzieś na polanie
kąpać się nago w jeziorze
poszukać królewicza
co gwiazdkę z nieba
zdjąć może.

Chciałabym...
Chciałabym jak we śnie żyć
pocałunki jak wino pić
lizać lody waniliowe
mieć odpowiedzi
na wszystkie pytania
gotowe...
Albo...
w ogóle pytań nie zadawać
nie spać,
by nie musieć wstawać
nie czekać jutra
dziś przeżyć wszystko
być niepoprawną optymistką
tęczę namalować na niebie
i z wczoraj spotkać Ciebie...
Poznać zaczarowanego rycerza
poprzestawiać zegary na wieżach
z motylem mieć romans cichutki
albo napić się z kimś miłym wódki
słowa zamieniać w czary mary
z kamyków łamigłówkę składać
i z pyłków kwiatów przyszłość czytać...
albo się Kota o nią zapytać
zabzdurzyć komuś w głowie na amen
i miewać myśli potargane.
Zwierzać się z dobrych i złych rzeczy...
chciałabym we śnie żyć...
kto mnie wyleczy ????

Z zegarem senne
rozmowy...
tak, tik, tak, tik
na wspak zegar chodzi w mig
czary mary
tak tik
senne łażą
Czas znikł
tak tik, tak tik
nie obudzić się za wcześnie
śpiewać z nocnym ptakiem pieśni
tańczyć z chochołami czaczę
kochać TAK
albo INACZEJ...

Z zegarem senne rozmowy (2)
Tak, tik, tak, tik
na wspak zegar chodzi w mig
chciałabym w niebycie pobyć trochę,
kochać i tańczyć
wzbić się w obłoki,
na miotle
lub...
jeśli się uda
cichutko zacząć sprawiać cuda
namówić kaczkę dzika/kaczora
by zabrać zechciał
do kraju Tęczy
tam, z Królewiczem
się zaręczyć
co z całowanej żabki zielonej
zmienił się raptem w Adonisa.
Śmiać się radośnie do Księżyca,
(a jeśli przyjdzie mi ochota)
to królewicza zamienić w Kota
Zobaczysz jak nam dobrze będzie...
Nie zatrzymamy czasu w pędzie
tylko tak tik...
wciąż do tylu...
Kabra adabra.!!!!!!
już się spełniło.

Grafomailka wiosenna
Kocham gwiazdy...
bo w gwiazdach błyszczą Twoje oczy.
Kocham słońce...
bo obejmuje mnie ciepłem Twoich ramion.
Kocham deszcz... bo w nim lśnią łzy szczęścia.
Kocham świat... bo świat jest Tobą...

Nie zapomnij
Jestem Twa dzika róża
Nie mówiąca o szczęściu zbyt dużo...
pielęgnuj mnie latem, kochaj zima...
a jak odejść będę chciała.....
nie zatrzymuj...
pomyśl tylko czasem o mnie...
i nie zapomnij...
* * *
jeszcze jeden rok
zwariowany skok
następny, kolejny,
parzysty, nieparzysty
majowy - zielonosrebrzysty.
chciany, niechciany
może troszeczkę zalany
zamglony, rozmarzony
za zdrowie, za miłość
toast spełniony
Lajkonikowi
Wstań
i ubierz się szybko
kochanie
poziomek Ci uzbieram
na śniadanie
ryb nałapię, i ziołowa herbatę
zaparzę
mam nadzieje, ze jej nie spalę
gdy się rozmarzę.
Będę Twoim motylkiem
i kochaniem
Myszką, wiewiórką, słoneczkiem
i świtaniem
Synogarlicą, małpeczką
i słowikiem
Nie zamienię Cię na drobne
z czarownikiem
* * *
Przyjdziesz do mnie,
kiedy cisza zaśnie, skulona w kącie,
W godzinie szalonej,
co nie wie czy do dnia należy czy do nocy.
Popłyniemy, do Twojej Krainy.
Pocałunkiem oczy mi zamkniesz.
Snem otulisz.
Zostać zapragnę...

Wyznanie
Ukradłam kiedyś
nieba kawałek,
i dwa promyki słoneczne.
Schowałam w skrzyni...
z różanego drzewa...
Tu - myślałam
będą bezpieczne...
I było tak...
( przez wieki całe),
że kiedy dusza płakała
skrzynkę otwierałam
(z różanego drzewa)
aż dusza się radowała...
Wystarczyło jej spojrzeć
na kawałek nieba
(zamknięty w skrzyni różanej)
By radosna i szczęśliwa była
a świat stał się zaczarowany...
A kiedy mróz Złego
serce jej zamieniał
na mały kawałek lodu
wtedy promyki słońca dotykała
i już nie czuła już chłodu...
To śniło się chyba,
mej głowie szalonej...
bo dziś... pudełko otwieram...
po promykach słońca dwie słomki zostały
po niebie... wody kropla...
Cholera...

Koniec bajki
tu już ogień powoli wygasa
tylko kilka płomyków
schowam
wszystkie te, które
są mi bliskie...
sama nie wiem, co powiedzieć
chciałam...
to znowu nie te słowa,
znowu szalona głowa
usta mówią nie to
a to tylko sentyment
żal, łez parę
wszystko szare
bo kończy się coś
kończy się życie
w lunatycznym śnie
nie ma już tej bajki
ani Ciebie ani mnie

Deszcz
nie usychaj powoli, ni prędko
tylko słuchaj...
już puka nieśmiało
Jedna kropla...
spoglądaj w niebo
druga, trzecia...
niebo pociemniało...
albo może
ciemnieją Twe oczy
i blask burzy w nich błyszczy
ukradkiem...
już nie czekaj
wybiegnij z domu
łap ulewę, zapach lasu,
burzy światło...

mój miły...
oczy się śmieją
zaczynam żyć nadzieją...
że zawsze będę szczęśliwa
że wszystko się jakoś ułoży...
że wszystko się jakoś potoczy
że krzywda mi się nie stanie...
Dziękuję Ci kochanie...;-))
* * *
Życie nie pieści... a szkoda
no cóż, taka już życia uroda
czasami jest bardziej łaskawe
zaprosi nawet na kawę pobiega
z tobą po deszczu
aż dziwne że się życiu chce jeszcze
po główce pogłaszcze nad ranem
wtedy jest takie kochane
przytuli się czasem do Ciebie że echh...!!!
nie z życiem jestem a w niebie
ale na ogół nie pieści
chyba, że w jakiejś powieści;-))
lecz kiedyś sen miałam taki
że życie mnie bardzo pieściło
szczegóły wstydliwie pominę
razem cudownie nam było
szeptało mi czule do ucha
i malowało obrazy
byłam słoneczkiem,
strumykiem,
porankiem byłam ( 2 razy)
motylkiem, i gwiazdką na niebie,
raz nawet słodką małpeczką,
rusałką i nimfą zieloną
i żoną byłam... troszeczkę
a potem sen uciekł po ciuchu
i samo życie zostało
życie nie pieści
żal czasem...
lecz i tak tyle mi dało
Kiedyś wrócę...
Wrócę,
zanim brzask oświetli niebo.
wejdę cicho, nie płosząc snu.
Nocny ptak krzyknie...
otworzysz oczy...
nie odejdę nigdy...
uwięziona w Twoich ramionach
Hiobowa grafomailka
czy to przez zbite lusterko
czy przez Hioba doświadczenie
stoi nade mną Życie z kijem
i jak się lekko wychylę, to leje
a leje gdzie mu tylko popadnie
(już tyłek mam fioletowy)
w rude kudły też mi się dostaje
(oj, żeby nie stracić głowy)
siedzę wiec cicho jak myszka
a myśl mi się w mózgu kołacze
jakby mu ten kij sprytnie wyrwać
zobaczyć, jak ono poskacze...
Pod puchową pierzyną
Pod pierzyną puchową
spotykają się czary
i chichocząc, szepcą zaklęcia
Gdy świt długo nie wstaje
i mróz stoi za oknem
nic innego nie trzeba do szczęścia
Carol...
I know you get irritated
when I can't hear you
But how on earth would you know
that I'm on the Moon

For Bernard C
I feel touched
when you answer to
my simple 'how are you',
always grateful
that I've asked
Anh, don't cry
I often think of you
I'm a mother too
Don't cry...
He's now safe
from life...
|
|
Marzenie...
Nie chcę miłości księcia Karola
Nie chcę sukienki bogatej
Nie chcę rubinów, nie chcę diamentów,
szmaragdów, pereł, brokatów.
Marzę o kurnej chacie z kominkiem
w środku czarnego lasu,
nad brzegiem rzeki albo jeziora
z daleka od hałasu.
Mój książę będzie zwykłym żebrakiem
ale niezwykle bogaty...
da mi las, łódkę i wiersze
w dodatku wszystkie kwiaty.
I jeszcze da mi w szkatułce z kory
dar najcenniejszy - zapomnienie,
o przeszłych chwilach samotności...
Kto spełni to marzenie?...
Warto odchodzić...
Twoja ręka sfrunęła na moje serce
wypaliła w nim znak miłości
dusze i ciała ogarnęła jedność
znaleźliśmy tę samą spadającą gwiazdę
w naszym raju zakwitły dzikie róże...
Wieczorem
Wieczór, samotny i cichy
przysiadł na bagnach.
Liczy dzikie kaczki
krzątające się przed odlotem
Szumi sitowie... takie samo...
Okno, zwykle wschodnie oszukuje...
to tylko... deszcz... znaczy szyby...
Noc sierpniowa na bagnach
To była noc sierpniowa
z czarów utkana,
z żabim koncertem w tle.
Szczur piżmowy, podglądał nas z nory,
Berenika warkocz rozplotła,
i posypały się życzenia...
I było pięknie i cicho...
i noc tańczyła na palcach...
a my Kwiatu Paproci szukaliśmy
co z tego, ze sierpień...?
I na parkiecie na wodzie leżącym
razem z nocą tańczyliśmy walca...

Czy już powinienem wstawać?
Henrykowi
Tak kochanie...
Kawa pachnie tak mocno...
prawie jak kwiaty wiosną
Pocałunek gorący
na Twych ustach składam
Wstawaj do jasnej anielki
Ja do pracy spadam

* * *
Czy są jeszcze dorożki w Warszawie???
Czy kwiaciarki sprzedają maciupkie bukieciki fiołków?
Czy zaszumi jeszcze w głowie czerwone wino?
Czy pójdziemy nocą na Wisłę popatrzeć...?
potem całował mnie będziesz pod Syrenką

* * *
Przyjdziesz do mnie, kiedy już nawet cisza zaśnie,
skulona w kącie...
W godzinie szalonej, co nie wie
czy do dnia należy czy do nocy...
Podasz mi rękę i wsiądę do Łodzi Perłowej...
Pocałunkiem oczy mi zamkniesz...
i popłyniemy do Twojej Krainy...
Śnić baśń przecudną będę,
w której czary moc mają i spełniają się marzenia,
Gdzie po Tęczy biegać można, i słońce wesoło się śmieje...
Gdzie zawsze jest Wiosna i radość.
a smutek i zima zostały tylko w pamięci najstarszych drzew...
Kiedy wracać chciał będziesz wiosła Ci schowam w sitowiu,
pragnąc na zawsze w Twojej Krainie pozostać...
Odnajdziesz je bez trudu.....
"Jeszcze nie teraz" - szepniesz do ucha.

Namaluj mi
lato...
Weź płótno niewielkie...
(takie, żebym je mogła objąć rękami...)
I namaluj mi lato... proszę...
Ze słońcem i niebem.....
I z takimi śmiesznymi obłoczkami
(co się po niebie ścigają)...
Weź błękit... i biel...
I namaluj morze i fale...
I maciupeńką wyspę na wodzie...
Soczystą zielenią ją pomaluj...
I posadź na niej las...
A w lesie niech będzie polana...
Rozgrzana od słońca...
I poziomkami usiana...
Nazbieram poziomek,
na trawki je ponawlekam...
To będzie nasze śniadanie...
Acha... i jeszcze chciałabym...
żeby tam była rzeka...
Albo nie...
Lepiej niech będzie jezioro...
i z mgłą nad ranem.....
I pójdziesz popatrzeć czy ryby biorą
Z siecią z mych włosów utkaną...-;))

Mity o kochankach - Co kto lubi
Nie liczy się rozmiar...
Ani prysznic przed i po albo brak
prysznica
Ważna jest spontaniczność
Jakieś słowo, gest... pozornie nie mający z kochaniem nic wspólnego...
Zresztą... zależy co kto lubi...
Dla jednych jest ważny prysznic o 22 30 - do 23 00
Wstępna gra od 23.00-- 24.30
Gra kulminacyjna 24.30 -- 1.30
Rozmowa kończąca 1.30 -- 1.45
Najlepiej mieć wtedy kilka buzików na podorędziu,
naklejkami, który na co dzwoni..., żeby się nie pomylić
Brrr... okropność ale są tacy co to lubią
Lepiej... jeśli obie strony...
Inni wolą polanę rozgrzaną słońcem...
albo osnute mgłą jezioro...
zapach maków i chabrów w życie złocistym... l
albo sitowia... i dymu z ogniska...
delikatna pieszczotę wody...
i z mchu poduszkę...
Czasem wystarczy...
pachnąca sianem stodoła...
dająca przed deszczem schronienie...
Muzyka burzy...
i woda spływająca spomiędzy palców
kiedy ją w strumieniu czerpać
dłonią...

Myszka
Chrobotała myszka w sianie,
bo słyszała świerszcza granie.
Potem winka się napiła,
no i piwka nawarzyła.
Teraz grzecznie siedzi w kątku...
będzie uczyć się rozsądku.

* * *
Czarowanie to nie taka prosta sprawa.
(jak może niektórzy sobie myślą)
to nie tylko zwykle " hokus pokus"
to nie zabawa...
(no... może troszeczkę)
bardzo łatwo na przykład
wyczarować można myszkę malutką
i słonia wielkiego...
Choinkowe gwiazdki z papieru... i
"coś" - na deser słodkiego...
Ale czyjś uśmiech
na zagniewanej twarzy wyczarować...
to już jest trudniej...
do tego potrzebne specjalne zaklęcia, spojrzenia...
czasami skomplikowane bardzo...
( aż nie do uwierzenia)...
i to niekiedy wychodzi
( nawet początkującej czarodziejce)...
ale... taką Miłość np... wyczarować
to nie jest łatwo...
a nawet jak już się ja wyczaruje...
to wielu zaklęć trzeba żeby ją utrzymać...
a poza tym... to jest wielka odpowiedzialność...
wyczarowywać takie kochanie...
( bo co będzie jak się pomylisz w jakim momencie)
i nie Miłość Ci wyjdzie tyko takie tam podkochiwanie...
na opak, od "wielkiego dzwonu", sporadyczne
jakieś takie pokraczne czasami...
Raz on ja kocha, potem nie...
i znowu tak... tak wychodzi opacznie
(jak się nie uważa z zaklęciami)
Dlatego tak mało Miłości na świecie...
bo Czarodziejki wolą na miotłach latać,
życia używać... niż myśleć, że wyjdzie coś
nie tak
(i później będzie gadanie)
To wina tej. albo tamtej...
bo nie dopilnowała lubczyku w kociołku...
albo przestawiła literki w Księdze Zaklęć...
(wyczytała nie w takim porządku jak powinno brzmieć zaklęcie)
Echhhhh... wyczarować te Miłość dokładnie...
to na 100 lat zajęcie

Do
snu... pytań parę...
Czemu mój śnie jesteś jak kochanek zwodniczy...?
Maki rozsypujesz dokoła...
Szepczesz zaklęcie...
Śpij...
Odpływam w nicość...
Kołysana w twoich ramionach...
Spokojna i bezpieczna...
I znikasz nagle...
zostawiając mnie z krzykiem
zastygłym na wargach...
z sercem, pełnym niepokoju...

Kocham Lajkonika
Na Bagnach ktoś pogubił
białe czapy futrzane
a w dodatku Kot Zielony
porozlewał śmietanę
a potem ogonem maczanym w złocie
malował słońce, drzewa i paprocie
Słowem taki sobie leniwy poranek
a u mnie całkiem nagle
pojawił się kochanek.
Najpierw kawą zapachniało przy łóżku
później ktoś kołderkę odsunął,
pogmerał mnie po brzuszku.
A ja spałam.
I w ogóle nie czułam bluesa
nie mówiąc już o tym,
że (choć to dziwny u mnie przypadek)
na amory nie brała mnie pokusa
Leniwie przeciągnęłam się jak kotka
oczka snem zapuchnięte uniosłam
i zupełnie ni z tego i owego
zrobiła się nagle wiosna
Kolorowym się kwieciem zaroiło
a zza kwiecia wyjrzał Lajkonik
śmiał się jak "kot do sperki"
i powiedział, że on już musi gonić
A ja oczy chabrowe przetarłam
i zdumienie mi mowę odebrało
bo w taką zimę siarczystą,
o poranku
zbierać mu się te kwiatki chciało.

Henryka przysmak
ulubiony...
Henrykowi
Kolacja przy świecach...
Siedzimy we czwórkę przy stole,
On, Rebeka, ja... i kiełbasa
Henryk rozmarzony...
Wzdycha...
W oczach ma pożądanie...
Wzdycha raz jeszcze...
Niecierpliwie spogląda to na jedną, to na drugą...
W końcu dociera do nas o co mu chodzi.
Wychodzimy do kuchni na plotki.
Do uszu naszych dobiega głos Henryka...
"Nareszcie sami..."- mówi do kiełbasy

* * *
Księżyc mruga, a deszcz pada
Czarownica się zakrada. Po cichutku, na paluszkach, lubczyk leje ze
dzbanuszka
a Zielone Koty mruczą. Podglądają i się uczą czarów marów i zaklątek, bo
chcą kocic mieć tu rządek. Zielonych jak trawa wiosną, mruczeć z nimi pieśń
miłosną.

* * *
Starym Butem znalezionym w Śmietniku
popłynę. Wezmę wiosła, garść orzechów, pierzynę. A na szyi będę miała
korale. I otulę się Zielonym Kotem
jak szalem. A po drodze będę szeptać zaklęcia. Pod pierzyną zaś dolara schowam
na szczęście.
Kiedyś
wrócę...
Wrócę,
zanim brzask oświetli niebo.
wejdę cicho, nie płosząc snu.
Nocny ptak krzyknie...
otworzysz oczy...
nie odejdę nigdy...
uwięziona w Twoich ramionach
Z całowaniem to jest
tak...
Całowanie jest nie tyle sztuka, co alpinistyka. Każdy szczyt jest
wyzwaniem, przy każdej wspinaczce czekają cię dech zapierające doświadczenia
Myślę, ze to jest tak...
Stajesz u stop góry... patrzysz na jej szczyt ginący w chmurach i
nagle ogarnia Cię nieopisana tęsknota...
Serce drży na myśl o cudach, które spotkasz po drodze...
Wpierw dotykasz mchu. Cieszy
Cię przez chwile jego kolor i delikatność...
Wchodzisz wyżej...
Idziesz miedzy drzewami dość szeroka kamienistą ścieżką...
Na chwile przysiadasz na głazach...
Kiedy zamykasz oczy wydaje Ci się, ze siedzisz na kolanach kamiennego
kolosa...
Odpływasz w marzenia, lecz tylko na moment... i znów wspinasz się wyżej...
Ścieżką przestaje być łagodna...
Musisz iść teraz o wiele wolniej... szukając w skale wyżłobień, na
których mogłabyś oprzeć koniuszki palców... Po omacku starasz się
odnaleźć miejsc dla stop...
Twoje wysiłki zostają wynagrodzone...
Docierasz do poleczki skalnej i chwile odpoczywasz leżąc na niej
zaparzana w piękno natury. W zasięgu ręki płynie niewielki strumień...
Czepisz z niego...
Ten nektar bogów z Olimpu dodaje Ci sił...
Wspinasz się dalej... Drżysz z wysiłku... ale jesteś jeszcze w
stanie dostrzec wokoło siebie uboga roślinność...
Za chwile napotykasz komin skalny... Balansując ciałem powoli...
posuwasz się wyżej...
Masz mieszane uczucia... Chcesz wydostać się jak najszybciej z komina
i dotrzeć na szczyt... a jednocześnie jego "objęcia"
sprawiają Ci ogromna radość czujesz się bezpiecznie... ochraniana od
zimna i burz...
Szczyt góry już blisko... wiec podejmujesz decyzje o wydostani się z
komina... i powrót do niego, kiedy tylko nasycisz się pięknem
widzianym ze samej góry...
Spojrzawszy umierasz z pragnienia... Chciałabyś być ptakiem... Ustami
dotykasz źródła strumienia. Zamykasz oczy...
Gwiazdy gasną zdumione, że tak słaba istota jak człowiek zdołała
dotrzeć tak daleko...
Ogrania Cię szczęście... pijesz ze źródła...
Duch gór zamyka Cię w swoich ramionach...
Abisal...
Łódka z wikliny poniosła mnie do Krainy Abisal...
chce zachować wspomnienie o Słońcu...
zasłaniają mi oczy.....
do mózgu przenika mi bezdźwięczna mantra...
słońca nie ma... słońca nie ma... słońca nie ma... słońca nie ma...
powoli umiera moje wspomnienie...
* * *
Kocham gwiazdy...
bo w gwiazdach błyszczą Twoje oczy.
Kocham słońce...
bo obejmuje mnie ciepłem Twoich ramion.
Kocham deszcz... bo w nim lśnią łzy szczęścia.
Kocham świat... bo świat jest Tobą..
* * *
Drżę...
chociaż ciepłem otulają
Twoje ramiona
Płonę, omdlewam, wiruję
odurzona
Myśl ucieka w obłoki
kołująca
jestem, ale mnie nie ma
lecę do słońca.

Czarodziejowi z Wieży
O świcie szukasz słów ciepłych
nocami róży w ogrodzie
jak groch z popiołu
wspomnienia wyciągasz
na Wieży, o słońca zachodzie
W szklane kulki
szczęście zaklinasz
rozrzucasz je po świecie
z garści poziomek
przyszłość czytasz
a czasem,
Dziedziniec zamieciesz
Marzenia spełnione
Los, za malarza przebrany
wymyślił nas z nieistnienia
dał nas sobie na wieczność
spełnił nasze marzenia.
Bo farby, w palecie losu
były zaczarowane....
i choć to wydaje się bajka
istniejemy naprawdę kochanie
O zmierzchu, nim gwiazdy zapłoną
dróżką ukrytą wśród wrzosów
lekka i zwiewna jak motyl
biegnę do Ciebie boso...
Czekasz na mnie stęskniony.
oplatasz ramionami
tonę w Twych oczach...
gdy usta łączą się pocałunkami...
I dłonie niecierpliwie
błądzą po naszych ciałach
słucham zaklęć... i płonę...
I umieram z kochania.
A Ty mnie za rękę prowadzisz
w Krainę Niezapomnienia
drogą blaskiem spowitą
blaskiem naszego spełnienia
Dla Grzesia R.
Niespodziankę komuś zrobię
Uplotę łódeczkę z sitowia.
Poczekam na pełnię Księżyca
(blask jego mnie ciągle zachwyca)
Złapię dwa srebrne promienie
w wiewiórkę się zamienię.
I łódką popłynę po niebie
prosto...
szybko
jak snu mgnienie...
do Warszawy..
Radośnie mnie przywita
ktoś...
czarodziejek ciekawy.
|